High Need Babies, czy istnieją naprawdę?

2483088789_a0c06309cb_b

Spacer, pełnia szczęścia. Śnieg, park, kaczki. I nagle – w całym tym dobrostanie i ekscytacji: płacz. Jedno wielkie nie. Ręce nie, wózek nie, kaczki nie. Tylko płacz i płacz…Niespodziewany, nieukojony…

***

Rozmawiam przez telefon. Mój rozmówca słyszy córkę w tle. Co się stało? pyta z niepokojem.. Yyyy, nic? Tak mamy, dzień jak co dzień i tyle, odpowiadam.

***

Jedziemy tramwajem we trókę. Jesteśmy w nakręcie ochów i achów. A zobacz…! A widziałaś…?! A gdzie jest…?!? A może książeczka o krasnoludkach? A czerwony telefon? WOW, rodzynki mamy! Pełna koncentracja, wymowny spektakl. Potem krótki moment nieuwagi, kiedy zamieniam jedno spokojne zdanie z kimś innym. Wrzask i prężenie się, wracamy szybko do naszego spektaklu, byle uratować sytuację…

 

HIGH NEED BABIES – DZIECI O WIĘKSZYCH POTRZEBACH (kim są, pisałam TUTAJ)

Ale przecież wszystkie dzieci potrzebują dużo troski i uwagi - słyszę.

To kwestia podejścia i/lub organizacji.

Każde dziecko można do wszystkiego przyzwyczaić, nauczy się…

Pewnie w każdym z powyższych twierdzeń jest prawda. Że każde dziecko potrzebuje uważnego rodzica. Że matki różnią się poziomem reaktywności i odporności, czyli momentem, w którym zaczynają daną sytuację spostrzegać jako kłopot. I że każde dziecko można oduczyć pewnych zachowań (niekoniecznie zaspokajając jego potrzeby).

Tylko… no właśnie. To powątpiewanie nie zastąpi mi wsparcia. Wcale nie pomaga mi radzić sobie z codziennością i nic w niej nie zmienia.

Czasem wątpię, sama się zastanawiam, czy myślenie o moim dziecku HNB nie jest tylko zasłoną dymną. Mojej nieporadności, braku cierpliwości, zagubienia… Czy nie jest też krzywdą dla samego dziecka, niepotrzebnym zaszufladkowaniem…

A potem wychodzę na ten spacer, jadę samochodem, po raz szósty idę do sypialni pomóc mojemu dziecku zasnąć zanim sama położę się spać (to w sumie jakieś 3h między 20 a 23).

 

BEZ ZNACZENIA

Ostatecznie dochodzę do wniosku, że to nie ma znaczenia. Zupełnie.

To, czy HNB istnieją czy nie.

To, czy potwierdzą to badania naukowe, bo przecież póki co jest to termin pochodzący z obserwacji codzienności: praktyki rodzicielskiej i medycznej małżeństwa Searsów.

To, czy ktoś mi przytaknie i zgodzi ze mną, czy zaprzeczy wysuwając całą listę kontrargumentów…

 

TO CO MA ZNACZENIE

To co ma znaczenie, to moje dziecko, nasza relacja i nasza rodzina. W wymiarze osobistym i każdym innym. I mogę powiedzieć, że jesteśmy rodziną HIGH NEED.

To, że dzięki temu mam więcej energii i cierpliwości do radzenia sobie z codziennością i praktykowania spełnionego rodzicielstwa. Zamiast taplać się w poczuciu winy, staram się  akceptować, mówię w duchu  tak mamy i idę do przodu. Dostrzegam sukcesy, zauważam zmiany, nawet te subtelne.

To, że słyszę od innych mam HNB, jak bardzo za tym tęskniły. Za kimś, kto zamiast zaprzeczać, zrozumie i powie ja też tak mam. Za doświadczeniem akceptacji i wymiany, która przyniesie ulgę i spokój, zamiast pogrążać w poczuciu winy.

To, że wolę myśleć, że moje dziecko w nocy nadrabia zaległą bliskość z całego dnia (pełnego emocji, wyzwań i odkrywania świata), na którą dopiero w nocy ma spokojną przestrzeń. Że potrzebuje to wszystko przy mnie odreagować. I to nas do siebie zbliża, służy nam obu, naszej relacji. Ufam, że to, co kryje się za zachowaniem mojej córki jest naprawdę ważne, dlatego nie pozostawiam jej samej sobie. W potrzebie.

 

I to mi wystarcza. Nie potrzebuję od świata, żeby mi przytaknął, żebyśmy byli jednomyślni. Wystarczy, że to mnie wzmacnia, zamiast podcinać skrzydła.

 ***

 

Więcej o High Need Babies na stronie Pracowni znajdziesz TUTAJ

2483088789_a0c06309cb_b

Zdjęcie: https://www.flickr.com/photos/legrisak/

  • Monika

    Pewnie zabrzmi banalnie- dzieci są różne. Moja córka była/ jest taka jak Pani. Plakala, krzyczała cały czas. Po wykluczeniu wszelkich możliwych chorób zaczęłam dojrzewać do uznania, ze tak po prostu jest. Mimo, że TAK nie miał nikt obok. I długo mi to zajęło, szybko się zdenerwowana (wydawało mi się, ze tylko wewnetrznei) ale teraz jestem pewna, ze córka to czuła i nie pomagała jej przez to. Ale ciężko wyluzować gdy dziecko non stop płacze, rozpaczą, krzyczy, złości się itp. Reagowalam zawsze i natychmiast- nie tylko dlatego, ze tak czułam, ale też ze strachu- córka potrafiła tracić na chwilę oddech kiedy płacz się za bardzo rozkrecil. Reakcja jednak często nie pomagała. Co zrobilam? nic. Przetrwalam. Były pozytywy- po pierwsze wiedziałam, że mam najbardziej wytulone dziecko:), po drugie gdzie się nie pojawiliśmy byłyśmy obsługiwane natychmiast- bez kolejki, z pomocą innych itp. Każdy chciał, żebyśmy sobie już poszły;), tak głośno najczęściej płakała. Sąsiedzi nas chyba nienawidzili. Ponad rok nieprzespanych nocy. Dziś córka ma prawie 7 lat- cały czas potrzebuje więcej uwagi niż większość znanych mi dzieci i jest bardzo bardzo wrażliwa.

  • ania

    znam… przeżyłam… drugie dziecko już nie było HNB na szczęście :) pzez pół rok nie mogłam z moim dzieckiem nigdzie wyjść, bo to był koszmar… spotkania z koleżankami i dzieciaczek słodki w wózku? niemożliwe… wózka w ogóle nie tolerował a chustę tylko jak się ruszałam… teraz ma 6 lat i jest nieco lepiej ;)

  • Karolina

    u nas HNB pojawiło się jako drugie dziecko… mnie to przerasta. Przede wszystkim przerasta mnie poczucie winy, że tak mało mnie ma starsza (3 lata) córka. Czuję, że zabija mnie poczucie winy, że ją tak naprawdę opuściłam bo ciągle muszę być dla młodszej. A kiedy mąż jest w pracy na popołudniu i zostaję sama z córeczkami… jest strasznie :(:(:(

  • Natalia Legieć

    mam to samo identycznie;/

  • Guest

    U nas też syn był HNB, w nocy budził się 15-20 razy przez 1,5 roku, w dzień „alergia” na wózek i łóżeczko, non stop noszony w chuście, bo tylko tam, lub przy piersi, znajdował ukojenie. Pierwsze dwa lata jego życia były dla nas ekstremalnie trudne. Obecnie 4,5 roku i nadal High need child, aktywny za troje, zdiagnozowane zaburzenia SI, miewa „lepsze” okresy… najbardziej przerażało mnie to, że TYLKO my tak mamy… nie znałam innych takich dzieci…

  • Glorii

    Moja córeczka ma 2 lata i 3 miesiące, a ja dopiero jakieś pół roku temu poznałam pojęcie HNB (koleżanka zagadanęła; „o widzę, że Twoje dziecko to też hajnidek”). Być może właśnie ze względu na to, pogodziłam się z trudną sytuacją szybko. „Pogodziłam się” to nawet niewłąściwe słowo, powinnam napisać „żyłam sobie jak gdyby nigdy nic”. Tak szczerze mówiąc myślałam, że wszystkie dzieci takie są ;), bo nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z dziećmi. Owszem łapałam się na przypinaniu łatki wymagającego dziecka, tadka niejadka, owszem nasłuchalam się, że przyzwyczajam do noszenia itp. owszem schudłam ze 300 kg i owszem nadal Malutka budzi mnie w nocy po kilka razy, ale … nie mam czasu sie nad tym dłużej zastanowić i ciągle powtarzam sobie, że widocznie takie potrzeby ma moja dziewczynka. I tylko żartuję sobie, że następne dziecko bedzie mniej wymagające, bo równowaga w przyrodzie musi być ;). I dodam jescze tylko, że poznanie pojęcia HNB niczego nie zmieniło. Bo nieważne, czy to hajnidek, czy nie, czy ktoś się z tym zgodzi czy nie, ważna jest tylko moja córeczka :)

  • iguska

    Ja mam dwa takie egzemplarze… 2 lata starsza i 1 miesiąc młodsza… No i właśnie problemem jest ten czas i to żeby go starczyło dla obu… Jeszcze tego nie umiem zorganizować i męczę się z tym strasznie. I pomyśleć że ludzie mają więcej niż dwójkę i sobie radzą…

  • Kinga

    Ja tez jestem mama 3.5 letniej „high need” dziewczynki. Teraz jest lepiej, niemowlectwo bylo koszmarem. Ciezko nam sie zdecydowac na drugie. Maz stanowczo odmawia, choc ja bym chciala. Boimy sie powtorki. Kochamy nasze dziecko straszliwie. W dobrych momentach jest wspaniale, ma ogromne poczucie humoru, dalej nam tyle milosci i czulosci ile dostala od nas. Jest niezwykle socjalnym dzieckiem, chetnie i latwo nawizuje kontakty. Jest przez rowiesnikow bardzo lubiana.
    Ma klopoty ze snem, co czesto pogarsza jej samopoczucie. Ma te prawdopodobnie klopoty z SI.
    Martwie sie o jej przyszlosc. Czy ktos wie jak funkcjonuja w doroslosi takei dzieci? Jak przechodza okres dorastania?

  • mama funi

    Moje też było HNB, a potem się okazało, że Asperger :) do tej pory wydziera japę, ale jakie zdolne :) w przedszkolu grzeczna, w domu jest cyrk na kółkach :)