Iść czy zostać? O dwóch siłach rozwojowych

footprints

Niedawno zrezygnowałam z etatowej pracy. Zanim podjęłam tą decyzję żyłam w przekonaniu, że będąc matką muszę to etatowe bezpieczeństwo utrzymać za wszelką cenę, to mój priorytet. Mimo wątpliwości i rosnącego w siłę przekonania, że coś się już we mnie (i w tym miejscu dla mnie) wyczerpało.  Któregoś dnia zadając sobie pytanie, co jest dla mnie ważne,  poszłam jeden krok dalej. Co chcę przekazać swojej córce poprzez moje działania i decyzje?

Zostając powiedziałabym: w życiu ważniejsze jest utrzymanie strefy komfortu niż słuchanie siebie: swoich wątpliwości, swoich potrzeb. Nie musiałam drugi raz powtarzać tego zdania, żeby mieć jasność, że się z tym nie zgadzam. Nie zgadza się moje ciało, emocje, przekonania. To skrypt, dawno wpojony schemat życia, który postanowiłam przełamać. Moja prawdziwa odpowiedź brzmi: idź w swoją stronę, to jedyna droga do spełnionego życia. Zrezygnowałam z pracy, przeprowadziłam się do innego miasta.

W „Krótkiej Historii Wszystkiego” Ken Wilber (uważany za twórcę psychologii transpersonalnej) pisze o holonach – elementach, z których zbudowany jest Kosmos. Każdy z nich jest integralną całością, będąc jednocześnie częścią wyższej struktury (np. komórka – tkanka – narząd etc.). Tak więc podlega dwóm  siłom o (pozornie przynajmniej) przeciwstawnych kierunkach: dążeniu do autonomii i dążeniu do bycia częścią czegoś większego. W psychologii te dwie siły rozwojowe są również obecne. John Bowlby w koncepcji przywiązania mówi o tym, że więź z opiekunem jest podstawą prawidłowego rozwoju fizycznego i emocjonalnego człowieka. W teorii rozwoju Margaret Mahler znajdujemy opis procesu separacji – indywiduacji, który rozpoczyna się około 6 miesiąca życia niemowlęcia. Generalnie chodzi o to, że w naszym życiu nieustannie obecne są te dwie siły: potrzeba bycia w związku i potrzeba niezależności, potrzeba bezpieczeństwa i potrzeba eksploracji (przykłady mogłabym tu mnożyć).

Niemowlę najpierw jest całkowicie zlane ze swoim opiekunem, doświadczając siebie i opiekuna jako jedność psychofizyczną. W okolicach 3-4 miesiąca życia otwiera swoje zmysły na świat i podąża za nimi uwagą by około 6 miesiąca zacząć się od opiekuna oddzielać. Domaga się innych wrażeń niż tylko twarz rodzica, zaczyna pełzać, raczkować a potem chodzić. Tym samym zyskuje niezależność – może samo decydować o kierunku i jakości podejmowanych działań.  Rozpoczyna się dla dziecka sielankowy okres niezależności.

Wtedy przychodzi 15 miesiąc życia (czasem 18). Wielki zdobywca z przerażeniem odkrywa, że wobec ogromu świata jest całkiem mały i wcale nie tak wszechmocny, jak się wydawało. Więc wraca w ramiona mamy szukając pocieszenia i tego bazowego bezpieczeństwa. Targają nim, z całą okazałością, te dwie sprzeczne siły obecne w dylematach: iść czy zostać? Być bezpiecznym w ramionach mamy, czy zwiedzać świat w poszukiwaniu nowych doświadczeń? To moment, który wywraca jego emocjonalny świat do góry nogami, bo maluchowi trudno jest pomieścić aż tyle emocji (szczególnie, że często są ze sobą sprzeczne). Więc pół dnia potrafi „wisieć” przy piersi jak noworodek, drugie pół dnia spędzić w towarzystwie starszych dzieci zapominając, że mama w ogóle istnieje. To moment rozwojowy, w którym dziecko odpowiada na kluczowe pytania: jak poradzić sobie z tymi sprzecznymi potrzebami i siłami życiowymi? Czy mogę być jednocześnie bezpieczny i niezależny? Czy jak pójdę w świat, to będę miał gdzie wrócić? Co się stanie, jeśli w tym wielkim świecie spotka mnie coś trudnego? To chyba sedno fazy ponownego zbliżenia opisanej przez Margaret Mahler.

30 lat później stawiam przed sobą te same pytania podejmując decyzje zawodowe. Bezpieczny etat czy ruszam w świat ze swoją ofertą?

Życie funduje nam codzienne dawki wyborów i dylematów. Zostać w związku, czy odejść? Zmienić pracę czy pozostać w tej, którą już znam? Oszczędzać pieniądze na budowę domu czy ruszyć w podróż marzeń dookoła świata? A klucz do odpowiedzi jakich udzielamy jako dorośli znajduje się tam, w naszym dzieciństwie. W tym, jak poradziliśmy sobie z ogromem świata, własną niemocą i wzmożoną potrzebą bezpiecznej bliskości.