Szanuję Twój wybór, szanuję swoje emocje…

41862237641_0c0caa5a8c_o

Rozmyślam ostatnio o równowadze między roztaczaniem parasola ochronnego nad wrażliwym dzieckiem a zachęcaniem go do przekraczania swoich ograniczeń. Ta granica jest oczywiście umowna a równowaga nie oznacza, że to zawsze jest pół na pół. Czyli że albo podążam za dzieckiem albo podążam za sobą, celem – czymkolwiek co w danej sytuacji ma znaczenie. Idę albo zostaję. To raczej proces ciągłego przemieszczania się między tymi wymiarami, szukania optimum w „tu i teraz”, ciągłej negocjacji potrzeb z uwzględnieniem kontekstu sytuacyjnego. I cała lista pytań, które temu procesowi towarzyszą:

  • jak wybrać to optimum, szczególnie jeśli różne ważne potrzeby są w konflikcie?

  • jeśli stwarzać dziecku sytuacje rozwojowe, to jak wspierać dziecko i siebie aby unikać ocierania się o przemoc?

  • jak balansować między zaufaniem do siebie i zaufaniem do dziecka, szczególnie jeśli nasz ogląd sytuacji jest inny?

  • kiedy można odpuścić, pozwolić na kapitulację jakiegoś zewnętrznego celu?

Szanuję Twój wybór…

Dzisiaj w każdym razie skapitulowałam i to było dla mnie ogromne doświadczenie. Byliśmy u dentysty, mała sprawa i duży sprzeciw. Miałam z tyłu głowy popołudniową godzinę, kumulację zmęczenia po dwóch dniach podróży dzień wcześniej, zwykły ludzki strach przed bólem…. Próbowałam, ze spokojem, bez napięcia, rozmawiać. Usłyszeć, zrozumieć, uszanować. Zaprosić do rozmowy, która nie jest z mojej strony tylko demagogią. Wtedy w ogóle nie ma dialogu, dzieci tak bardzo wyczuwają nasze intencje. OK, pomyślałam. Nie dziś. Nie w takich emocjach. Nie na takim zmęczeniu. I odpuściłam, bez awantury, oczekiwania. Poczułam, że jestem fair wobec dziecka i że naprawdę chcę uszanować jego wybór.

Trudne emocje

Pojawiły się całkiem szybko…

Rozczarowanie. Jakiś rodzaj zawodu. Nie wobec dziecka, ale tym że nas to tak dużo kosztowało i nie przyniosło efektu. Cała logistyka, terminy, trudy podróży w upale…

Wyrzuty sumienia. Wobec dentystki i jej zniecierpliwienia. Też była dzielna do pewnego momentu, niemniej to jej terminy, praca i pieniądze, której właśnie znikają w toku (z jej perspektywy) jałowych dyskusji z dzieckiem.

Zawstydzenie. Bo zabrakło mi intymności rozmowy. W poczekalni, w której czekała następna pacjentka, nasza interakcja wzbudziła jej zainteresowanie. Taką wyczekującą ciszę „ciekawe, co teraz zrobisz?” – może to bardziej moje myśli i fantazje, ale w trudach, kiedy dokopuję się z dzieckiem do jego potrzeb i emocji, nie mam ochoty na towarzystwo. Spinam się. Być może ono też.

Moment graniczny

I tak sobie pomyślałam, że to jest moment graniczny autentycznego kontaktu z dzieckiem.  Świadomość tych emocji, które na pierwszy rzut oka stoją w sprzeczności ze spokojem, w którym mówię dziecku OK, dziś możemy zrezygnować. Umówimy się na wizytę w przyszłym tygodniu.

Na pierwszy rzut oka. Bo one są moje i prawdziwe. Należą do mnie. Mówią o moich potrzebach. Odzwierciedlają mnie samą w tej sytuacji. I że najważniejsze staje się teraz pytanie: co z tym zrobię?

Mogę oddać dziecku. W formie wyrzutów, napięcia, pozornie dokończonej historii. Powiedzieć wprost lub nie, że to nieładnie wobec pani dentystki. Że się umawialiśmy. Że to tylko malutka dziurka, 5 minut roboty najpewniej bez bólu. Albo wymownie milczeć.

Mogę zatrzymać dla siebie, tracąc tym samym jakiś kawałek siebie autentycznej w tej relacji. Powiedzieć „nic się nie stało” i nie rozmawiać. Aż do następnej wizyty.

Najważniejsze o czym pomyślałam to to, że ja chcę dać dziecku taki rodzaj doświadczenia, że niezależnie od tego, co zdecyduje, jest OK. I że nawet jak jest mi trudno przyjąć ten wybór (mierzę się z rozczarowaniem, wyrzutem sumienia i wstydem) to jestem w stanie go uszanować. W otwartości powiedzieć, że wygodniej by mi było inaczej, z inną decyzją. Z załatwioną sprawą, wyleczonym zębem. I że rozumiem jej wybór i mam na niego zgodę w takim samym stopniu, jak przyjmuję swoje emocje. Obie jesteśmy ok, w swojej szczerości, autentyczności i mniej lub bardziej zaspokojonych lub sfrustrowanych potrzebach.

Było dla mnie jasne, że przy tak dużych emocjach przekroczenie woli dziecka może się odbyć jedynie w sposób przemocowy i być dla dziecka doświadczeniem traumatycznym. Było dla mnie również jasne, że zmęczenie zrobiło swoje – sprawiło że naturalny stres i strach przed borowaniem zębów został wyolbrzymiony do rozmiarów niebotycznych. Tym samym stał się barierą nie do przejścia.

Szanuję swoje emocje

Jeśli daję dziecku prawo do odmowy, wyboru, samostanowienia, to naturalna konsekwencją jest danie sobie prawa do tego, że może mi się nie podobać fakt, że nie jest po mojemu albo w zaplanowany przeze mnie optymymalny sposób.  Balans oznacza, że obok zaufania do dziecka, jest też zaufanie do siebie, własnego przeżywania sytuacji. Że po obu stronach tej relacji jesteśmy OK, ze wszsytkim, co się pojawia.

Codzienność z wrażliwym dzieckiem to balansowanie między ochroną go przed nadmiarem wrażeń a zachęcaniem i wspieraniem go w podejmowaniu rozwojowych wyzwań. Decyzje, która ze strategii albo w jakiej proporcji, będą najlepszym rozwiązaniem wymaga uwzględnienia bardzo wielu czynników. Nie tylko ogólnej wiedzy o możliwościach dziecka, ale też stanu jego aktualnych zasobów z chwili, dnia, tygodnia. Oglądania sytuacji, pod kątem jaka ona jest obiektywnie w kategoriach bazowego bezpieczeństwa (np. na ile dentysta jest w swoim napięciu, z którym może rezonować dziecko a na ile ma autentyczną zgodę na różne scenariusze tej wizyty), jakie są nasze (rodziców) potrzeby i z których jesteśmy gotowi świadomie zrezygnować w danym momencie przyjmując emocjonalne konsekwenencje tych decyzji.  Bez obarczania dziecka naszą frustracją, bez ciągu dalszego.  Za to z autentycznym przekazem: jestem gotowy uszanować twój wybór.

41862237641_0c0caa5a8c_o

Zdjęcie: Rubén Pérez Planillo @Flickr